Polecane Strony:

ams-zr.pl - biura rachunkowe Poznań
czynsze.com - zarządzanie nieruchomościami Kraków
alltech24.pl - alltech
aurelka.pl - obuwie ortopedyczne dla dzieci
Zapraszamy.
A A A

Pogromca zwierząt - część druga

 

 

 

Jasny Lemanie, w twoich wód spokoju,
Od wiru świata różnym nieskończenie,
Czyż się nie mieści dla mnie zapomnienie,
Bym zamiast piany z czystego pił zdroju?
Ten z dala biały żagiel rozwinięty
Zda mi się niby cichym skrzydłem, które
Uniosłoby mnie nad błahe przynęty.
Lubiłem dawniej huczenie ponure
Bałwanów morskich, lecz twój szmer pogodny
To jak głos siostry, jej wyrzut łagodny,
Żem się w światowe mógł pogrążać męty.
Byron „Wędrówki Childe-Harolda"

Dobrze już świtało, kiedy młody myśliwy, który na końcu poprzedniego rozdziału zasnął w czółnie, znów otwarł oczy. Zerwał się natychmiast i szybko rozejrzał się wokół, chciał bowiem dokładnie ustalić, gdzie się znajduje. Spał snem twardym i niczym nie zmąconym, zbudził się rześki, wypoczęty i gotów do podjęcia wysiłków, jakie z pewnością czekały go. Co prawda, słońce jeszcze nie wzeszło, lecz sklepienie nieba okryło się już owymi wdzięcznymi i łagodnymi rumieńcami, które „zwiastują i żegnają dzień", a ptactwo napełniało powietrze swymi pieśniami - hymnami porannymi skrzydlatego narodu Głosy ptaków pierwsze powiedziały Pogromcy Zwierząt, jakie mu grozi niebezpieczeństwo. Wiał ciągle lekki wietrzyk, który w nocy nieco przybrał na sile i zaniósł czółna, lekkie jak piórka, dwa razy dalej, niż to Pogromca przypuszczał - aż prawie do stóp góry stromo wznoszącej się nad wschodnim brzegiem. Dzięki właśnie tej górze śpiew ptaków słychać było tak dobrze. Trzecie czółno popłynęło w tym samym kierunku i wolno dryfując ku cyplowi, będzie musiało tam przybić do brzegu, o ile wiatr nie zmieni kierunku lub ręka ludzka nie zawróci go z drogi. Poza tym nic nie zwracało uwagi ani nie budziło podejrzeń. Zamek wznosił się na mieliźnie, niemal wprost na zachód od czółen, które w ciągu nocy zrobiły kawał drogi, a arka stała przy zamku, przymocowana do pali. Obydwa domy Huttera wyglądały tak, jak je zostawili o północy.
Pogromca Zwierząt, rzecz jasna, zwrócił najpierw uwagę na samotne czółno. Było już blisko cypla. Po kilku uderzeniach wiosłem Pogromca zrozumiał, że czółno przybije do brzegu, zanim zdąży je dogonić. Na domiar złego wiatr właśnie przybrał na sile i gwałtownie pchnął lekką łódkę ku brzegowi. Młody myśliwy widząc, że nie może już zapobiec zetknięciu się czółna z lądem, mądrze postanowił nie gorączkować się i nie podejmować zbędnych wysiłków. Sprawdził więc najpierw strzelbę, a potem łukiem, wolno i ostrożnie ruszył ku cyplowi, aby zbliżając się do brzegu, tylko z jednej strony być narażonym na obstrzał.
Czółno, którym nikt nie kierował, szło prosto, tak jak pchał je wiatr, aż zatrzymało się na małej skale podwodnej, trzy czy cztery jardy od brzegu. Pogromca Zwierząt znalazł się właśnie na wysokości cypla i skierował dziób swego czółna ku brzegowi, rzucając na wodę linę, na, której holował drugie czółno, aby zyskać w ten sposób zupełną swobodę ruchów. Czółno siadło na chwilę na skale, potem woda pod nim widocznie troszkę przybrała, bo zakręciło się wokół skały, popłynęło przed siebie i uderzyło o brzeg. Pogromca widział to wszystko, ale ani puls nie zabił mu szybciej, ani ręka nie przyśpieszyła obrotów wiosłem.
Jeśli ktoś czeka w ukryciu na bezpańskie czółno - myślał Pogromca - musi mnie widzieć, trzeba więc, zbliżając się do brzegu, zachować jak największą ostrożność. Jeśli nikt nie czyha na brzegu, nie ma po co się śpieszyć.
Ze względu na to, że cypel znajdował się po drugiej stronie jeziora, niemal naprzeciw obozu Indian, Pogromca przypuszczał, że nie ma tu nikogo, ale mogło też być inaczej. Po dzikich bowiem można się było spodziewać, że prowadząc wojnę na swój sposób, będą się chwytać najrozmaitszych sztuczek.

 

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 59 Następna »